Wywiad z Panem Grzegorzem Urgaczem cd.
Jakub Bronowski
Czy inne ekspedycje są równie pamiętne?
Tak. Na przykład Jordania – fantastyczny kraj. Polecam każdemu. Cztery godziny lotu z Warszawy i jest się w innym świecie. Największe wrażenie wywarła na mnie pustynia Wadi Rum oraz Petra – niesamowity rejon kulturowo i geograficznie. Tę podróż bardzo mile wspominam. Polecam też dziką Gruzję i Kirgistan, magiczny Izrael czy „kosmiczną” Islandię.
Miejmy nadzieję, że następne podróże będą stopniowo podnosić poprzeczkę. Z tych wszystkich podróży, która była dla Pana najzabawniejsza? Czy wydarzyło się wtedy jakieś śmieszne zdarzenie, które Pan wspomina, przeglądając album ze zdjęciami?
W czasie podróżowania przytrafia się wiele śmiesznych i zabawnych sytuacji, trudno jednak opowiedzieć o nich w krótkich słowach, bo to przeważnie komizm sytuacyjny, śmieszny często tylko dla samych uczestników wyprawy. Warto pamiętać, że dobry humor w czasie podróży bardzo się przydaje, bo nie wszystko da się zaplanować i przewidzieć. Śmiech okazuje się wówczas zbawienny.
Czy jest taka podróż, która Pana rozczarowała?
Zaplanowałem kiedyś wyprawę do krajów Beneluksu. Wydawało mi się, że jest to coś niesamowitego, sama nazwa „Luksemburg” wydawała się wyjątkowa. I tu przeżyłem chyba największe rozczarowanie. Miałem wrażenie, że to ponury kraj, ludzie smutni i mało rozmowni. O luksemburskim szczycie nawet nie wspomnę. Wiedziałem, że nie będzie jakoś trudno [Kneiff, 560 m n.p.m. – przyp. red.], ale że aż tak? Wjechaliśmy samochodem… na kamień, który leżał na polu. Moja żona zataczała się ze śmiechu – przejechaliśmy dwa tysiące kilometrów, żeby pochodzić po polu! Krótko mówiąc, Luksemburg i Belgia bardzo mnie rozczarowały, bo chyba spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Swoje odczucia opiszę tak: zobaczyłem, zwiedziłem, zdobyłem. Podkreślam, że to moja subiektywna opinia.
Z pewnością podróżuje też Pan po naszym pięknym kraju. Ma Pan ulubione miejsce?
Tak. Moje ulubione miejsce to Puszcza Białowieska. Poza tym uwielbiam też Tatry. No i ostatnio nowe odkrycie – wschodni szlak rowerowy Green Velo. Atrakcja w zasięgu chyba każdego z nas.
Nic tylko wsiąść i jechać.
Dokładnie. Najtrudniejszy jest pierwszy krok, najtrudniej przekroczyć próg własnego domu.

Bez wątpienia najtrudniej jest zacząć. Ale czasami warto pomyśleć, co zabrać ze sobą. Co ma Pan w swoim niezbędniku aktywnego turysty?
Zawsze zabieram palnik turystyczny i kartusz z gazem – jeśli można go oczywiście przewieźć. W Europie nie ma z tym większych problemów. Druga sprawa – scyzoryk. I koniecznie latarka typu czołówka – nie zliczę, ile razy okazała się przydatna.
Kolejne pytanie. Czy ma Pan ulubiony środek transportu?
Raczej nie. Nie czuję się szczególnie przywiązany do jednego środka transportu. W zależności od sytuacji wybieram taki, który sprawdzi się najlepiej. W Kirgistanie na stepach najlepiej sprawdzał się koń, a Azji południowo-wschodniej skuter, a na pustyni jeep 4×4.
Czy podróżował Pan rakietą?
Nie, nie podróżowałem rakietą. Może kiedyś?
Głównym celem pytania było przejście do turystyki kosmicznej. Z roku na rok mówi się o tym coraz więcej. Czy gdyby miałby Pan możliwość zorganizować sobie taki wypad w przestrzeń okołoziemską, to czy miałby Pan jakieś uprzedzenia? Czy może wziąłby Pan w ciemno taką okazję i odwiedził kolejne piękne miejsce?
Hmm… Podróż z pewnością będzie niezwykła, natomiast chyba jeszcze nie dorosłem do tego, żeby wybrać się tak wysoko (śmiech). Twierdzę, że jest tyle miejsc na Ziemi, których jeszcze nie odkryłem, że kosmos może poczekać. Wolałbym Amerykę Południową, Australię czy Nową Zelandię.
Rozumiem. Zejdźmy zatem na ziemię, jednocześnie zostając w przyjemnych tematach. Na pewno miał Pan też doświadczenia kulinarne ze swoich podróży. Które z nich było najlepsze?
W Namibii delektowałem się mięsem oryksa. Niezapomniany smak.
Większość z nas pewnie nie słyszała o zwierzęciu, którego miał Pan okazję spróbować. To rzeczywiście musiało być to niezapomniane doświadczenie.
Byłem zdziwiony delikatnością potrawy i smakiem – naprawdę rewelacja. Kolejne smaki pochodzą z Jordanii i Izraela: wspaniałe falafele i szakszuki. Do tego pamiętny wszechobecny zapach kardamonu. Kawa i herbata z kardamonem… to jest właśnie zapach Jordanii. W zasadzie wszystko, co tam podawano, było z tą przyprawą. Nie ukrywam, że było po prostu smaczne i inne niż w Polsce. Smaki i zapachy świata są tak odmienne i wspaniałe. Dzięki nim człowiek całym sobą odczuwa podróże.
Pobudza Pan apetyt, a jeżeli nie apetyt, to ciekawość, żeby poczytać o tym, o czym Pan mówi. Panie Profesorze, ostatnie pytanie na dzisiaj. Ma Pan jakieś rady dla młodych podróżników, dla nas?
Trzeba planować, dobrze się przygotować, nie bać się, zwiedzać, poznawać. Świat jest piękny, fascynujący a ludzie przyjaźni.
